czwartek, 9 lipca 2015

Rozdział Drugi - Harry i tak się dowie





    Po rozmowie z Harry'm, Hermiona udała się do dormitorium żeby skończyć swoje wypracowanie z eliksirów. Tak, to wypracowanie które miała już napisane dla Rona. Postanowiła nie dawać mu eseju i zagrać mu na nerwach. Skoro Harry umiał sam zabrać się za pisanie, to Wiewiór tym bardziej.
   Rozstała się z brunetem w Pokoju Wspólnym, gdy chłopak poszedł po swojego rudego przyjaciela. Wiedziała, że teraz, gdy ma po swojej stronie Pottera, Weasley po jakimś czasie też zacznie zachowywać się normalnie. Jak bardzo się myliła...
   Ruszyła po marmurowych schodach i wbiegła na śniadanie, które, jako, że była sobota, zaczynało się dopiero o dziesiątej. Usiadła pomiędzy Harry'm i Ronem, tak jak robiła to dawniej. Ucieszyła się, że pomyśleli o niej. Może wszystko się jeszcze między nimi ułoży?
   Harry czytał Proroka Codziennego a Ron rozmawiał z Fredem. Po chwili dosiadł się do nich także George który uśmiechnął się znacząco do swojego bliźniaka, tak jak to tylko oni dwoje potrafili się uśmiechać. Hermiona posłała mu karcące spojrzenie, ale wszystko zepsuł szeroki uśmiech na jej twarzy. Miała dziś zbyt dobry humor.
...Który prysnął jak bańka mydlana, gdy Wybraniec nawet nie odrywając wzroku od gazety kazał jej zrobić dla siebie śniadanie. Z twarzy szatynki odpłynęły wszystkie kolory. Zmroziła chłopaka wzrokiem.
- Harry, czy to jest żart? - zapytała głosem tak wyprutym z emocji, że osoby siedzące najbliżej niej spojrzały na nią zaciekawione dalszego rozwoju wydarzeń. Potter podniósł na nią wzrok.
- Nie, dlaczego? Nie rozumiesz po angielsku? - Granger myślała, że zaraz zemdleje. Harry widząc to uśmiechnął się w iście Malfoyowskim stylu. - Radziłbym ci niezwłocznie odwiedzić Munga.
- A co z...? - zapytała zdezorientowana jednak głos jej się załamał. Brew bruneta powędrowała do góry, a Hermiona kolejny raz, nieświadomie porównała go w myślach do Malfoya. Owszem, wiedziała, że tiara chciała przydzielić Wybrańca do Slytherinu, no ale bez przesady.
- Z czym? Nie będę ci czytał w myślach Granger, bo jeszcze się czymś zarażę. - syknął Harry.
Ron parsknął śmiechem, a Neville, siedzący naprzeciwko dziewczyny zakrztusił się sokiem dyniowym. Bliźniacy spojrzeli na siebie, później na Hermionę, na Harry'ego i znów na siebie.
- No, ale ta nasza rozmowa rano...? - spytała cichutko. Wraz z dobrym humorem straciła całą odwagę.
- Jaka rozmowa? Nie rozmawiałem z tobą przecież. - brunet spojrzał na nią jak na wariatkę. - Po co miałbym tracić na ciebie mój cenny czas?
    Hermionę zatkało. Nie wiedziała czy Harry kłamał rano, czy teraz. Bała się, że jej obawy jednak się potwierdzą.
Dean który dotychczas siedział cicho, spojrzał zdezorientowany na przyjaciela.
- Harry, przecież wychodziłeś rano z Hermioną. - powiedział powoli, najwyraźniej nadal nie rozumiejąc o co chodzi. - I wróciłeś po ponad godzinie. - dodał, marszcząc brwi.
Brunet posłał wszystkim wściekłe spojrzenie i uderzył pięścią w stół, rozlewając na Seamusa i Neville'a dzbanek mleka.
- Lepiej wiem co zrobiłem! - krzyknął i szybko wyszedł z Wielkiej Sali, wywracając po drodze drobną blondynkę, którą okazała się Luna Lovegood.
Hermiona szybko pomogła jej wstać.
- Przepraszam cię za niego, Luno. - Zmieszała się szatynka. Lovegood położyła dłoń na jej ramieniu.
- Nic nie szkodzi Hermiono. Tak mi przykro z powodu choroby Harry'ego.
Granger rozumiała coraz mniej z tego wszystkiego, a wiecie zapewne, że ona bardzo nie lubiła czegoś nie rozumieć.
- Ale o czym ty mówisz? Jakiej choroby?
- Oh, myślałam, że wiesz. Jak weszłam na śniadanie, to Ron wlewał do czarki Harry'ego jakiś eliksir. Zapytałam go co to było, a on powiedział mi tylko, że Harry jest bardzo chory i musi brać leki co najmniej raz dziennie.
Gryfonka zamyśliła się. I nagle... Eureka! Rzuciła się na blondynkę, miażdżąc ją w niedźwiedzim uścisku.
- Luna jesteś genialna!
I już jej nie było.
   Biegła właśnie do lochów, modląc się, aby Snape nadal był na śniadaniu. Miała szczęście, ponieważ nauczyciel nie przyszedł jeszcze do swoich komnat i mogła spokojnie przeszukać jego ogromny zbiór eliksirów i składników. Gdy znalazła to co chciała, obróciła mały kamień w dłoniach i przyjrzała mu się uważnie. Nie czekając dłużej, zatrzasnęła za sobą drzwi gabinetu profesora i szybkim krokiem ruszyła chłodnym podziemnym korytarzem. Chciałaby biec, ale narobiła już dość zamieszania w Wielkiej Sali, a gdyby nagle wybiegła z lochów, gdzie mieszczą się pokoje Slytherinu, a Snape zorientowałby się, że coś mu zginęło, szybko dodałby dwa do dwóch.
   Szła najszybciej jak mogła, a to i tak było za wolno! Niestety nie wyszła jeszcze nawet z lochów, więc nie mogła puścić się biegiem. Cholera jasna!
    Usłyszała kroki, więc zatrzymała się i rozejrzała wokoło. Poczuła jak ktoś przyciska ją mocno do ściany, więc szybko schowała kamień do tylnej kieszeni spodni.


*
*
*


    Ron Weasley wybiegł z Wielkiej Sali chwilę po Hermionie. Zrobiłby to od razu, ale nie chciał niepotrzebnie wzbudzać podejrzeń. 
Już on ją nauczy, co to znaczy "nie wtykać nosa w nie swoje sprawy", obiecywał sobie w myślach. Popamięta go ta głupia szlama! Tak, właśnie takie Ron miał zdanie o swojej "przyjaciółce". Uważał, od niedawna zresztą, że osoby o krwi tak brudnej jak jej, powinno się tępić. Dopóki jednak odrabiała za niego prace domowe, nic jej nie robił. Ale tego było już za wiele!
   Doskonale wiedział, że odkryła jego mały sekret. Widział jej minę, na moment przed tym jak wybiegła ze śniadania. I do tego jeszcze ta cholerna wariatka Lovegood! Może i była czystokrwistą czarownicą, a arystokratka była z niej taka jak z koziej dupy trąbka! Była zdrajczynią krwi, tak samo zresztą jak jego własna, popieprzona rodzina! Żałował, że przez starsze rodzeństwo, tiara nie przydzieliła  go do Slytherinu. Nawet Harry Potter, Wybraniec, Złoty Chłopiec ( niby gdzie on jest złoty? ) miał być w Domu Węża! A on, Ron Weasley, człowiek o tak wielkich choć spóźnionych ambicjach, musiał siedzieć z tą całą bandą idiotów w Gryffindorze! Gdzie tu sprawiedliwość?
   Tak, tak status krwi był najważniejszy. Dlaczego on nie pojął tego wcześniej? Ten pieprzony dupek Malfoy cały czas miał rację! Tylko to się liczyło, przecież to oczywiste. L e p s i nie trzymają się z  g o r s z y m i. A on był niewątpliwie tym lepszym, prawda?
Wbiegł do lochów, bo miał nadzieję, że Granger właśnie tam pobiegła. Czemu? Nie wiedział, ale miał takie przeczucie, które okazało się trafne. Widział jak dziewczyna przystaje i rozgląda się wokół siebie. Szybko podbiegł do niej i przycisnął ją do ściany, zaciskając ręce na jej szyi. Wtedy nie myślał o tym co  robi ani o konsekwencjach. Chciał po prostu zrobić jej krzywdę.
- Nic nie powiesz Harry'emu i nie będziesz już nawet udawać naszej przyjaciółki! Będziesz tylko na posyłki! Rozumiesz?! -warczał przez zaciśnięte zęby.
- Ha.. Harry i t.. tak się dow..ie - wycharczała, tym samym podpisując na siebie wyrok śmierci. Gdy rudzielec wzmocnił uścisk, przed jej oczami zamigotały czarne plamki.
Ładne, stwierdziła Hermiona i zamknęła oczy, chcąc napatrzeć się na tą piękną czerń. Pomimo tego, że już prawie nie  oddychała, nadal myślała dość trzeźwo. Usłyszała jakiś głos, który znała na pewno, jednak teraz nie mogła się skupić i przypomnieć sobie do kogo należał.
   Poczuła szarpnięcie, a dłonie zaciskające się na jej szyi zniknęły. Wciągnęła powietrze tak gwałtownie, że zakręciło jej się w głowie jeszcze bardziej. Ostatkami sił spojrzała w prawo i zobaczyła nieprzytomnego Wiewióra. Bardzo ucieszył ją ten widok, jednak teraz nie miała siły świętować. Zachwiała się i byłaby upadła, jednak jakieś silne dłonie złapały ją w locie. Ostatnim co zobaczyła był piękny, chłodny błękit, ale nie potrafiła domyślić się co to właściwie było. Zalała ją czerń i odpłynęła, będąc nadal w uścisku nieznajomego chłopaka.




*
*
*




   Szedł właśnie na śniadanie, oczywiście jak zwykle elegancko spóźniony, gdy zobaczył Granger biegnącą do lochów. Dziewczyna, która zbiegała właśnie ze schodów, przeskoczyła ostatnie pięć stopni i zwinnie wylądowała na ziemi, jednak nie zatrzymała się. Draco w myślach pogratulował jej kondycji, ale równie szybko jak to zrobił, tak szybko się za to skarcił. Przecież to Granger!  Szlamowata przyjaciółka Głupottera i Wieprzleja!
    Wydawać by się mogło, że szybciej już nie dałaby rady biec, a jednak to robiła. Zupełnie jakby ktoś ją gonił...
Blondyn próbował usłyszeć kogokolwiek innego niż Granger, ale słyszał tylko jej ciężkie kroki. Widocznie nie zależało jej na anonimowości.
  Pacnął się w czoło. Przecież było śniadanie, i prawdopodobnie tylko on, z całego Slytherinu jeszcze na nim nie był! Jak na zawołanie zaburczało mu w brzuchu.
  Draco nie poszedł jednak na śniadanie, za to pospiesznie schował się za filarem, przy którym aktualnie stał, ale dziewczyna była zbyt zajęta żeby go zauważyć. Szybko go wyminęła i zniknęła za zakrętem, a chłopak ze zwykłej, pospolitej ciekawości ruszył za nią. Biegł jakieś dziesięć metrów za szatynką, ale robił to tak cicho, że nie było szans, żeby go usłyszała. Lata skradania się w nocy po zamku wreszcie na coś mu się przydały.
   Zobaczył jak zatrzymuje się pod gabinetem Snape'a i kuca, żeby zajrzeć przez dziurkę od klucza. Widocznie uznała, że droga wolna, bo otworzyła drzwi zaklęciem i weszła do środka. Draco postanowił nie ryzykować wchodzenia za nią, ponieważ nie chciał zostać przyłapany.
  Chwila, co on właściwie robi? Czy naprawdę upadł już tak nisko, żeby śledzić jakąś szlamę?
Draco kretynie! Przecież, w pierwszej klasie zrobiłeś dokładnie to samo!
  Ah tak, upadł tak nisko już dawno temu, dobrze wiedzieć.
  Pewnie odwróciłby się teraz i odszedł chociażby do kuchni, bo jego upragnione śniadanie właśnie się kończyło, ale Granger wychodząca akurat z gabinetu i zamykająca za sobą drzwi różdżką skutecznie odciągnęła go od rozmyślań.
   Ruszyła w jego stronę, a on wcisnął się w kąt najlepiej jak potrafił. Hermiona nie biegła już, ale szła tak szybko, że jej nogi prawie zlewały się w jedną. Draco w ostatniej chwili wsadził sobie pięść do ust, żeby się nie roześmiać. Gdy tylko wyjął ją i wytarł w chusteczkę, którą uprzednio wyjął z kieszeni spodni rozejrzał się w poszukiwaniu Granger. Przez chwilę przestraszył się, że ją zgubił i teraz nie dowie się co się stało, że tak szybko biegła do gabinetu Severusa.
  Musicie wiedzieć, że Draco Malfoy był osobą bardzo ciekawską i nie odpuściłby ani jednej interesującej go sytuacji, wielka więc była jego radość gdy zobaczył gryfonkę kilkanaście metrów dalej. Uśmiech jednak zszedł mu z twarzy gdy zobaczył, że jest przyciskana do ściany, a właściwie duszona przez nikogo innego jak jej rzekomego przyjaciela, Ronalda Waesleya. Gdy twarz dziewczyny nabrała sinego koloru Malfoy ocknął się wreszcie i zamaszyście machając różdżką, odrzucił rudzielca dobre dziesięć metrów od Hermiony.
   Granger gwałtownie wciągnęła powietrze do płuc łapiąc się jednocześnie za szyję po czym zachwiała się niebezpiecznie, ale Draco nie pozwolił jej upaść. Złapał ją mocno, ale zarazem delikatnie w talii, na chwilę przed spotkaniem z podłogą. Już miał podnieść ją na ręce i zanieść do Skrzydła Szpitalnego (dlatego, że jej szyja była cała sina, dziewczyna właśnie mdlała, a Draco mimo wszystko nadal był człowiekiem... także.. nie cieszcie się jeszcze) ale przypomniał sobie, że właśnie kończy się to nieszczęsne śniadanie, a przecież jakby to wyglądało, gdyby nagle przeszedł sobie przez pół szkoły niosąc na rękach nieprzytomną i poobijaną dziewczynę, z którą zazwyczaj był raczej w dość oschłych stosunkach.
   Pewnie rozmyślałby nad tym dłużej, ale powieki Granger zaczęły niebezpiecznie opadać. Draco przestraszył się nie na żarty. Nie wiedział przecież, czy Łasic nie doprowadził jej do stanu zagrożenia życia. Nie chciał, żeby umarła w jego ramionach... przecież to szlama!
  Draco debilu! Obudź ją a nie rozmyślasz nad statusem krwi! To przecież też jest człowiek! - warknęła jego podświadomość, a Malfoy nie śmiejąc się jej sprzeciwić zaczął klepać Hermionę po bladym policzku.
-  Cholera jasna, Granger obudź się! - warknął gdy po połowie minuty (bo to przecież tak długo) dziewczyna ani drgnęła. Kątem oka zobaczył, że Wiewiór się porusza więc wysłał w jego stronę jeszcze jedną Drętwotę, tym razem jednak trochę delikatniejszą, a do tego związał go niewidzialnymi linami. Wpadł wtedy na świetny pomysł i już chciał uderzyć się w czoło w otwartej dłoni dlatego, że nie pomyślał o tym wcześniej, ale przypomniał sobie, że musi przecież trzymać dziewczynę choć jedną ręką. Wystrzelił więc z różdżki
snop czerwonych iskier które poleciały daleko przez korytarz. Miał nadzieję, ze dotrą chociaż na schody i ktoś szybko tu przyjdzie.
   Jak na zawołanie usłyszał szybko zbliżające się kroki, więc wyjął rękę w pod głowy dziewczyny, kopnął rudego w twarz i kolejny raz tego dnia schował się za filarem. Zaczynało go wkurzać to, że ON, K s i ą ż ę Slytherinu musi się ciągle chować po kątach!
   Na korytarz wpadli Snape, McGonagall i Pomfrey. Panie, widząc nieprzytomną Hermionę ze świeżymi siniakami na szyi natychmiast podbiegły do niej szepcząc jakieś zaklęcia, a chwilę potem przelewitowały ją do Skrzydła Szpitalnego. Severus natomiast zajął się Waesleyem.
   Gdy zobaczył jego prawdopodobnie złamany nos uśmiechnął się pod nosem, rozejrzał czy aby na pewno nikogo w pobliżu nie ma i kopnął rudzielca jeszcze raz. Draco nie umiał nie parsknąć śmiechem widząc to. Paskudny uśmiech zszedł natychmiast z twarzy Snape'a. Spojrzał wprost w szaro-niebieskie oczy Dracona, który po raz kolejny miał ochotę uderzyć się w twarz (tak, robił to dość często) ale wolał nie pogarszać swojej i tak już fatalnej sytuacji.
- Idź stąd w tej chwili Malfoy, to może zapomnę, że cię widziałem.
 Draco pospiesznie odsunął się w cień i udał się wreszcie do kuchni po coś do jedzenia, bo czuł, jak jego żołądek dosłownie zaczyna tańczyć sambę.








  Hej kochani! Dziękuję za ponad 350 wyświetleń i nowe komentarze!
Mam nadzieję, że będzie was przybywać :D Zapraszam do wpisywania się do zakładki "Informowani" i serdecznie pozdrawiam ;) Komentujcie :)
   Clarence

13 komentarzy:

  1. Pierwsza XD Jedyne co jestem w stanie powiedzieć to: kurde, czegoś takiego się nie spodziewałam :) Oczywiście w pozytywnym znaczeniu. Wiedziałam, że Ron jest zły. On zawsze jest zły i go nie lubię xD Czekam na następny i życzę weny ~Rossie

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne czekam na kolejne :D

    ~P. B.

    OdpowiedzUsuń
  3. Clarence!
    Opowiadanie bardzo fajne. Ronald (przez Ciebie jestem na niego zła) to straszny dupek! Arghhh... Nie, nie mogę nawet o nim myśleć, bo dłonie w pięść mi się układają. Szkoda mi Hermiony, w końcu prawie została zabita... A Draco? Taki jak Draco - lubi łamać nosy leżącym. Wiedziałam, że to zrobi, radar mi to powiedział.
    Zauważyłam kilka braków przecinków, ale to naprawdę rzadko, więc jest dobrze.
    Czekam na dalszą część, bo jestem ciekawa, jak sprawy potoczą się dalej.
    Feltson
    accio-love-dramione.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam :3
    Postanowiłam się nie rozdrabniać i ocenić wszystkie rozdziały w jednym komentarzu ;)
    Osobiście nie lubię Dramione z jednego, prostego powodu - większość bloggerek na siłę próbuje ich dopasować, przesładzając wszystkie rozdziały i z dupy robiąc z Harry'ego i Rona chamów.
    Uzasadniłaś zmianę Rona, choć coś mi zgrzyta - on... nie wydaje mi się, żeby potrafił się tak zachować. Był nieogarnięty i czasem naprawdę wkurzał, ale nie potrafię sobie tego wyobrazić. ;/ Z kolei, nasz Harry jest nadal przyjacielem Miony, co mi pasuje. :3 Nie opuścił jej nigdy, czego dowód mamy w Insygniach Śmierci, gdzie Weasley ich totalnie zlewa. :P Sama Hermiona - bardzo naiwna, ale ona potrafiła taka być. Zrobiłaby wszystko, aby utrzymać przyjaciół przy sobie. Teraz pan Malfoy, który rozwalił mnie totalnie. xD Po sytuacji w lochach sama mam ochotę kopnąć Weasley'a w twarz. I jeszcze Snape, który jak zwykle przymyka oko na jego obecność - bezcenne.
    Reszta postów - prolog był taki... średni. Nie był bardzo porywający, ale nie tak nudny jak mój. ;) Pierwszy rozdział jednak nadrabia za niego.
    Co do samych błędów (których teoretycznie nie mam prawa Ci wytykać, bo sama popełniam ogromne), to czasami "zjadasz" przecinki. Oprócz tego jest idealnie (zazdro ;_;). Kursor jest świetny :D Śnieg tez jest spoko, tylko ustawiłaś go trochę za bardzo w prawo. :/
    Cóż, pozdrawiam i życzę weny oraz czasu :*
    StormHunter

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. Zobacz, czy teraz zdjęcie Cath pasuje :p A, i jesteś u mnie w linkach :)

      Usuń
    2. Storm Hunter!
      Bardzo mi miło, że postanowiłaś odwiedzić mojego bloga :) Jeśli chodzi o Rona, to naprawdę jest grubsza sprawa.. tak jak powiedziałaś, takie zachowanie nie pasuje do niego, ale wszystko w swoim czasie się wyjaśni :)
      Bardzo cieszy mnie to, że podobają ci się moi Draco i Severus (bo tak zrozumiałam po twojej wypowiedzi ;) )
      Napisałaś również, że nie lubisz Dramione, ale mam szczerą nadzieję, że zostaniesz ze mną na dłużej ;)
      Nie zrobię z Dracona i Hermiony Dramione od razu (choć ciągnie mnie do tego niesamowicie, ale akcja musi się najpierw rozkręcić). Zdaję sobie sprawę z tego, że prolog był nudny ale nie miał być ekscytujący, miał po prostu ukazać samotność Granger. Boję się, że rozdziały również są nudne, bo naprawdę staram się wprowadzać akcję powoli. Oby jednak w oczach was, czytelników takie nie były, to mi wystarczy :D
      Całusy, Clarence

      Usuń
    3. Ah, no i jeszcze (bo ja to zawsze czegoś zapomnę -.-), twoja Cath bardzo mi teraz odpowiada! Wygląda na swój wiek i o to właśnie chodziło :D
      Co do przecinków to wiem, że mam z nimi problem bo wiele osób mi to mówi, ale niestety nie wiem, jak go rozwiązać :c
      No a śnieg.. próbowałam już na różne sposoby ustawić go inaczej, ale niestety nie mogę tego zrobić.. to pewnie po prostu jakiś bug bloggera :/ ah.. no i tak jeszcze napomknę, zdaję sobie oczywiście sprawę, że dodałam śnieg a mamy wakacje, ale w opowiadaniu jest grudzień :) wiesz, wolę powiedzieć teraz, niż tłumaczyć to kolejny raz gdy ktoś inny zapyta ;)

      Usuń
    4. E tam, ja uwielbiam śnieg o każdej porze roku ;) Tak, uwielbiam twojego Malfoy'a i Snape'a - bo są realistyczni, (no, przynajmniej mi się tak wydaję,nie siedzę w ich głowach :p). A, znowu kombinowałam z zakładką - Postacie u mnie na blogu. Teraz jest bardziej "profesjonalnie"?
      Strasznie przepraszam, że jestem taka upierdliwa. :/ Za to obiecuję, będę aktywna pod twoimi rozdziałam :*
      Pozdrawiam,
      Uciążliwo-denerwująco-amatorska Storm :-:

      Usuń
  5. Droga Clarence,
    Po prostu uwielbiam twojego bloga! Będę czytać na bieżąco. Nie sadzilam, że masz tak wielki talent !! W tym rozdziale wszystko mi się podobało. Spójne i bardzo ciekawe. A sytuacja ze Snape'em rozbawila mnie niemalże do łez.
    Kocham,
    Sabine de La K.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ahh zaraz mnie coś trafi. Napisałam piękny długi komentarz i co ? I nic. Coś się zwiesilo i komentarz poszedł papa. Trzeba pisać jeszcze raz, lecz w skrócie.

    Cudowny rozdział! Masz świetny styl pisania. Czyta się tak lekko, szybko.

    Jakoś nie mogę się pogodzić z NOWYM Ronem. :c Te jego cechy tak bardzo mi nie pasują...tak ciężko mi to przeczytać, przeboleć. Ale co mogę poradzić ? Musze dać radę !

    Rozdział naprawdę świetny. Przy scenie, gdy Snape kopnął Rona uśmiałam się do łez. Genialne !

    Pozdrawiam,
    Desagra

    OdpowiedzUsuń
  7. No, prawie zgadłam :) Myślałam raczej o zaklęciu, a tu eliksir, ale jednak trochę wydedukowałam, więc jestem z siebie dumna ^^
    Hermiona zapewne pobiegła po odtrutkę, czyli beozar (czy tam bezoar, w tym momencie nie pamiętam jak to się pisze). A może po coś innego, ale zachowanie Rona...
    Naprawdę okropnie ją potraktował. Mógł ją udusić! Dobrze, że pojawił się Malfoy i ją uratował :)
    A potem Snape, kopiący Rona w twarz. O mój Boże. Też bym się chyba roześmiała na miejscu Draco :D
    Okej, lecę czytać dalej.
    Całusy :*
    Optimist

    OdpowiedzUsuń
  8. Clarence,

    Dalej nie mam zielonego pojęcia, na którym oni są roku, bardzo to wkurzające. Strasznie brakuje mi nawiązania do jakichkolwiek zdarzeń z książki.
    Hermiona włamująca się do komnat Snape, nie pasuje mi do jej osobowości... jest zbyt poukładana na taki spontaniczny wybryk xD
    Severus kopiący Rona (pomimo tego, że z Rona zrobiłaś niezłego skurw...), jest niedopuszczalny, przecież to nauczyciel...
    Malfoy wydaje mi się, za mało podły, jak na niego... Nie wydaje mi się, że jest postacią, która kryła by się po kątach, gdy może komuś dokuczyć... Wydaje mi się troszkę zbyt ludzki jak na Draco, przecież on nienawidził szlam i brzydził się ich dotknąć, szczególnie w pierwszych częściach książki...
    Lecę czytać dalej ;)
    Pozdrawiam i życzę weny,
    Sweet

    OdpowiedzUsuń
  9. Się uśmiałam przy ostatnim akapicie, serio! Leżę i nie wstaję <3

    OdpowiedzUsuń